Czy jest coś lepszego na rozgrzanie w chłodny zimowy wieczór niż filiżanka gorącej, parującej herbaty? Postanowiłem dzisiaj to sprawdzić na własnej skórze i spróbować czegoś innego, czegoś, od czego na co dzień stronię i nie trafia w moje gusta smakowe, a konkretnie zacznę od czerwonokrzewu.
Nie jestem fanatykiem rooibosa, ani nie pijam go za często, powiem więcej-kompletnie mi nie podchodzi i raczej go unikam. Mój kontakt ogranicza się raczej do przesuwania kolorowego pudełka z tą herbatą, podczas wyszukiwania jakieś interesującej mnie mieszanki. Tak pewnie byłoby dzisiaj, gdybym nie został poproszony o sprawdzenie herbaty Rooibos Choco-Chili. Już sama nazwa intryguje i podnosi temperaturę, dlatego taki wieczór jak dzisiejszy idealnie nadaje się na sprawdzenie tej mieszanki.

Rooibos Choco-Chili.
Na początku naszym oczom ukazuje się prawdziwe bogactwo herbaty, możemy oprócz czerwonokrzewu wypatrzeć różowy pieprz, kawałki jabłka, kardamon, płatki słonecznika oraz kawałki czekolady.
Przed zaparzeniem spodziewałem się ostrego smaku i pieczenia wywołanego przez chili, podczas próbowania rozczarowałem się mile: Ostra nutka jest ledwo wyczuwalna przy samym przełykaniu, smak jest ciekawy i oprócz dominującego czerwonokrzewu wyczuwamy pozostałe składniki.
Jak wspomniałem, nie przepadam za czerwonokrzewem, ale muszę przyznać, że piję właśnie trzecią filiżankę. Smak czerwonokrzewu jest dość mocno wyczuwalny (co jest zrozumiałe), dlatego osobom, które nie przepadają za nim, raczej nie polecam tej mieszanki, chyba że jako ciekawostkę i odskocznię od znanego sobie smaku. Aromat herbaty może nas pozytywnie zaskoczyć, jednak nie należy się nastawiać na wyjątkowo ostry smak. Polecam tę mieszankę zarówno tym osobom, które lubią rooibos i tym, które powinny go pić ze względów zdrowotnych.
Samą mieszankę i informacje na temat parzenia możecie Państwo znaleźć w sklepie www.sekretyorientu.pl.